Muszę przyznać, że cały rok czekałam na Wiedźmina 3. Teraz gdy sobie w niego gram, a w istocie jestem gdzieś pod koniec całej przygody, to z czystym sumieniem stwierdzam, że warto było czekać.

Wykreowany przez Sapkowskiego świat jest unikatowy i wielobarwny, oparty w dużej mierze na mitologii słowiańskiej, ale dopiero w grze dokładnie widać ten koloryt. Nie jedna osoba zjadłaby mnie, zgaduję, za te słowa, ale zaryzykuję stwierdzenie, że wolę gry Wiedźmin od książek.

Sama możliwość i przyjemność przemierzania ogromnych połaci terenu i napawania się widokami jest nie porównywalna do żadnej innej gry. Czuć słowiańskość, dzikość kniei i ponurość złowieszczych moczarów. Na zbutwiałych, zniszczonych już kapliczkach poświęconych bożkom leżą świeże dary, albo nadpsute łakocie. Klimat jest niesamowity. A zabawne i błyskotliwe dialogi nie pozostają w tyle.

Nic zatem dziwnego, że Wiedźmin: Dziki Gon otrzymała 170 nagród i wyróżnień. Ja jestem lisio i szaleńczo zakochana, a głos Geralta mogłabym słyszeć przed snem.